Kanagawa

Kolejna recenzowana pozycja to gra, która gościła na mojej prywatnej liście do kupienia już praktycznie od dnia premiery. Niewiele wiedziałam wówczas o samej mechanice, jednakże nazwisko twórcy było dla mnie rekomendacją samą w sobie, a kolorystyka i wykonanie elementów tylko utwierdzało mnie w przekonaniu, że musi ona trafić do mojej kolekcji.

Piękne krajobrazy, harmonia w japońskim stylu w iście pastelowej otoczce- to jest właśnie Kanagawa. Warto znać ten tytuł nie tylko ze względu na fakt, iż jest to kolejne dziecko Bruno Cathali i Charlesa Chevallier, ale również z uwagi na estetykę wykonania, oraz prostą, aczkolwiek ciekawą mechanikę.

Zapraszam zatem do przeczytania recenzji o jakże urokliwej grze osadzonej tematyką w kraju kwitnącej wiśni.

Kanagawa

Kanagawa

liczba graczy: 2-4

czas rozgrywki: około 20 minut

wiek graczy: wg. opakowania 10+, wg. mnie 7+ na spokojnie

wydawnictwo: 2 pionki

 

Kanagwą zainteresowałam się nie tylko ze względu na jej wygląd (ależ ona jest przepiękna, przyznajcie sami!!! ), ale również dlatego, że potrzebowaliśmy jakiejś lżejszej pozycji do pogrania w rodzinnym gronie. Nasze ukochane Kakao nie może być wszak zbytnio eksploatowane, bo wreszcie się nam znudzi, dlatego też Kanagawa trafiła na nasz stół jako zamiennik.

Sama gra wprowadza nas w świat malunków i tworzenia swojego warsztatu artystycznego. Każdy z graczy wciela się w rolę ucznia szkoły artystycznej założonej przez wielkiego mistrza. Uczniowie poszerzają swój warsztat, malują pejzaże, dobierają tematykę i pory roku.

Piękne wnętrze, czyli o komponentach słów kilka

Pozytywne wrażenie wywiera już samo opakowanie- pastelowa grafika, niewielkie wymiary, sugeruje to nieskomplikowaną, spokojną i przyjemną grę; prócz tego dobrze przemyślany insert- to niby nic wielkiego, ale lubię jak w pudełku wszystko ładnie się mieści i nie przewala zbytnio z miejsca na miejsce.

kanagawa

Przejdźmy jednak do samych komponentów… Grafiki na kartach w przyjemnych, stonowanych pastelowych odcieniach, przywodzą na myśl akwarele. Same karty mogłyby być trochę większe, wówczas cała kompozycja, jaka z nich powstaje w trakcie gry dopiero robiłaby wrażenie! Rewersy kart odróżniają je od siebie zarówno kolorami, jak i rysunkiem, czyli czytelność przede wszystkim- to lubię. Poza kartami w pudełku znajdziemy:

  • bambusową matę na której będziemy wykładać karty, co jest już samo w sobie świetnym elementem dodającym grze urokowi;
  • drewniane słoiczki z pędzlami (cudo!!!)
  • znaczniki pierwszego gracza, również drewniane, bardzo ładnie wyglądają
  • kafle początkowe, każdy nieco inny
  • kafelki bonusów oraz żetony burzy, dające możliwość uzbierania większej ilości punktów
  • oczywiście instrukcja, dosyć czytelna, aczkolwiek mogłaby być nieco lepiej napisana

 

 

Chodź pomaluj mój świat, czyli jak grać

Przygotowanie do gry jest bardzo proste i szybkie. Każdy dostaje początkowy kafelek z pejzażem oraz dwa pędzle. Na środku stołu rozkładamy matę oraz kafelki bonusów. Karty tasujemy i tworzymy z nich wspólny stos. Pierwszemu graczowi dajemy znacznik pierwszego gracza i możemy zaczynać.

kanagawaNajpierw pierwszy gracz wykłada po jednej karcie w pierwszym rzędzie bambusowej maty, w ilości takiej ilu jest graczy. Należy pamiętać, że w czerwonych miejscach na macie wykłada się zakryte karty. Może od razu zabrać kartę z którejś kolumny, lub spasować i poczekać aż dojdzie ich więcej. Każdy z graczy decyduje czy czeka, czy bierze coś od razu.

Następnie pierwszy gracz ponownie wykłada karty w ilości tyle ilu graczy zdecydowało się czekać w odpowiednich kolumnach (pod wcześniejszymi kartami) i ponownie może zabrać lub poczekać na trzeci dociąg kart, tak samo każdy po kolei. Po trzecim dołożeniu kart każdy musi już wziąć którąś z kolumn.

kanagawa

Przechodzimy do malowania… Karty z ręki musimy zagrać od razu albo do swojego pejzażu (strona karty przypominająca akwarelę) , albo na warsztat (brązowa część karty). Jeśli decydujemy się malować pejzaż musimy spełnić warunek zaznaczony w kółeczku pod rysunkiem, czyli posiadać nasz pędzel postawiony w naszym warsztacie na kółku z takim samym kolorem. Wówczas pędzel w tej kolejce zostaje już zużyty i nie możemy go ponownie wykorzystać do malowania. Raz na turę można przemieścić jeden pędzel na dowolne pole z warsztatu.

kanagawaW warsztacie oprócz dodatkowych umiejętności malarskich możemy zyskać umiejętność przechowywania karty na następną turę, dodatkowy pędzel, lub dodatkowy ruch pędzlem.

Prócz tego na niektórych kartach są zaznaczone punkty zwycięstwa do dodania lub odjęcia (liczone na koniec gry).

Na stronie akwareli natomiast mamy narysowaną porę roku w górnym rogu. Na końcu gry dostajemy punkty za nieprzerwany ciąg pory roku (tyle punktów z ilu kart ta pora roku się składa). Możemy pomóc sobie znacznikiem burzy, który zastępuje nam dowolną porę roku, dzięki czemu zakrywam przykładowo jesień, żeby mieć ciąg kart z latem.

Punkty zdobywamy również z bonusowych kafli. Mamy różne bonusy np. za liczbę drzew na naszym obrazie. Możemy mieć tylko jeden bonus danego rodzaju i co ważne, jeśli nie wezmę bonusu dającego mniej punktów, tylko będę chciała domalować jeszcze kolejne drzewa, aby zdobyć bardziej wartościowy kafel z bonusem, to przepada mi możliwość wzięcia tego słabszego bonusu w późniejszym etapie gry.  Także gdyby przeciwnik podebrał mi kafelek do którego zbierałam, wówczas niestety, ale tracę szansę doboru kafelka z danego rodzaju.

Gra się kończy po rundzie w której ktoś będzie miał obraz składający się z co najmniej 11 kart, lub gdy stos doboru kart się wyczerpie.

Liczymy punkty, wygrywa osoba z ich największą ilością.

Słowem podsumowania

Biorąc do ręki Kanagawę oczekiwałam lekkiej i przyjemnej rozgrywki, jednakże jak zawsze wymagam od gier również ciekawej mechaniki, oraz konieczności choćby lekkiego kombinowania. Otrzymałam to wszystko w tym niewielkim pudełku.

kanagawa

Każda partia przebiega dynamicznie, bez przestojów, a tworzony podczas gry obraz z kart wygląda bardzo urokliwie. Jednym zdaniem: to co lubię najbardziej. Elementy wykonana z najwyższą dbałością są przepiękne i posłużą nam bez śladów zużycia przez długi czas.

Niemniej nie odczuwam podczas gry aż takiej przyjemności jak przy naszym nr 1 gier rodzinnych, czyli przy Kakale. Rozgrywka w Kanagawę jest chyba aż nazbyt szybka i nim zdąży się człowiek dobrze wczuć i przemyśleć co i jak, to partia już się kończy. Do tego moi domownicy jakoś nie pałają większym zachwytem i miłością do tej gry, dlatego w mojej opinii zdecydowanie zbyt rzadko mam okazję w nią pograć.

Polecam do rodzinnego, niezbyt wymagającego grania. Szczególnie dla osób, które nie lubią siedzieć długo nad grą. Świetna gra do wdrożenia kogoś w świat planszówek.

 

Plusy:

  • niewielkie wymiary pudełka
  • przepiękne grafiki
  • solidne drewniane elementy
  • mata bambusowa jako miły dodatek
  • dynamiczna rozgrywka
  • proste zasady
  • wymagająca kombinowania
  • dobra dla początkujących graczy
  • ciekawa mechanika

Minusy:

  • zbyt krótka partia
  • nie jest aż tak wciągająca jak inne gry rodzinne
  • drobne niejasności w instrukcji (nie wiedziałam o ile dokładnie można poruszyć pędzlem)
  • zaawansowani gracze mogą odczuwać, że grze brak tego czegoś

 

Moja ocena: 5/6

kanagawa

 

 

 

 

Reklamy

Mutiuniversum

Czy marzyliście kiedykolwiek o podróżach w czasie? Ja tak i zawsze dziwi mnie, dlaczego kończą się one jakąś epicką katastrofą? Czy nie może być tak, że cofamy się w czasie i wszystko idzie gładko, ładnie i cacy, oraz, że nie zaburza się w ten sposób naszej czasoprzestrzeni? W grze o której dzisiaj będę pisać również coś poszło nie tak przy tworzeniu maszyny do podróży w czasie. Zupełnie przypadkowo podczas eksperymenty doszło do otworzenia się portali do równoległych światów, z których próbują wydostać się najróżniejsze stwory. Nasze zadanie polega na jak najszybszym pozamykaniu portali, aby na zawsze odciąć się od potworności czyhających po drugiej stronie… Witamy w Multiuniversum!

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Jest to gra, w którą zagrałam trochę przypadkowo. Gdy byłam z synem na pierwszym Warsaw Comic Con, ot wpadła nam w oko, fabuła nam się spodobała, a bardzo miła pani wytłumaczyła nam zasady i usiadła z nami do partyjki. Syn rozgromił nas niemiłosiernie, a gra przypadła nam na tyle do gustu, że kilka miesięcy później dostałam ją od mego pierworodnego na urodziny i od tamtej pory dopełnia naszą kolekcję. Pierwsze wrażenie jednakże często bywa mylne, a gry które nie do końca spełniają nasze wymagania lądują później na stałe na półce i zbierają kurz. Jak to jest w przypadku Multiuniversum? I co to w ogóle za gra? Zapraszam do lektury.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Multiuniversum

Liczba graczy: 1-5 osób

Wiek graczy: od 12lat (buahahaha kto wymyśla te kryteria wiekowe?!)

Czas gry: ok 20-40 min

Wydawnictwo: Board&Dice

 

Multiuniversum to niewielka karcianka, idealna dla chłopców ze względu na tematykę, jak i na proste zasady (mój syn lat 7,5 świetnie sobie w nią radzi). W opakowaniu oprócz różnego rodzaju kart znajdziemy również po meeple’u dla każdego gracza oraz oczywiście instrukcje w kilku językach, co sprawia, że grę można wziąć ze sobą za granicę i grać z nowo poznanymi osobami- dla mnie to świetna opcja.

We wstępie warto również wspomnieć, że w pudełku spokojnie wejdą nam karty w koszulkach, na co ja osobiście bardzo zwracam uwagę będąc zwolennikiem zabezpieczania w tenże sposób kart przed zalaniem.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

 

Zasady gry:

Na początku należy przyszykować sobie nasze pole rozgrywki. Rozkładamy w koło 5 kart z transformatorami, pod nimi układamy po 4 karty otwartych portali, a na środku zakryty stos kart akcji. Z pięciu wierzchnich kart akcji tworzymy stos kart odrzuconych kładąc je obok awersem ku górze.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Każdy z graczy otrzymuje meepla i kartę laboratorium w jednakowym kolorze. Meepla kładziemy na transformatorze tego samego kolory, na rękę dobieramy po 3 karty akcji i możemy zaczynać grę.

W swojej turze gracze po kolei mogą wykonać do 3 dostępnych akcji:

  1. Dołożyć kartę akcji z ręki jako narzędzie (duży symbol po prawej stronie karty). Są nam one potrzebne do zamykania portali (musimy uzbierać dokładnie takie narzędzia jakie widnieją na portalu, który chcemy zamknąć)
  2. Wykonać akcje transformatora: zagrać kartę na której jest ikona tranformatora tego samego koloru na jakim stoi nasz meeepe, wówczas w zależności od transformatora możemy zamienić układ stosu portali, dobrać karty akcji, zamienić miejscami dwa portale, umieścić każdą pierwszą kartę portalu na spodzie stosu lub zachować jedną z zagranych kart jako narzędzie
  3. Przemieścić meepla przy użyciu ikonki śladów butów przemieszczamy się na transformator wskazanego przez nie koloru
  4. OLYMPUS DIGITAL CAMERAZamknąć portal przy pomocy obrazka z kłódką (musimy pamiętać o dopasowaniu kolorystycznym, oraz o fakcie, iż możemy zamknąć jedynie portal pod transformatorem na którym jest nasz meepl), zabieramy wówczas kartę portalu z wierzchu i dokładamy do swojego laboratorium
  5. Dobrać ze stosu kart odrzuconych dowolną jedną kartę na rękę (symbol recyklingu)

Na końcu tury dobieramy karty akcji na rękę tak, aby mieć ich 3.

Gra dobiega końca, gdy uda się zamknąć 3 lub 2 stosy portali i następuje podliczanie punktów. Wygrywa oczywiście osoba, która ma ich najwięcej.

Punkty są widoczne na portalach które zamykaliśmy w ikonie żarówki. Dodatkowe punkty dostajemy za: zestaw portali o pięciu różnych symboli wymiarów, oraz jeśli na zamkniętych portalach posiadamy takie same symbole.

Ocena:

Multiuniversum jest dość dynamiczną grą, o przepięknych ilustracjach na kartach portali (serio, uwielbiam je!), która dość dobrze skaluje się na każdą ilość graczy, u nas jednak zdecydowanie za często leży na półce. Nie zrozumcie mnie źle, jest to dobry tytuł, jednakże nie wybitny i zawsze znajdzie się coś ciekawszego do pogrania, dlatego też z żalem przyznam, ze nie gramy w nią zbyt często.

multiuniversum

Kilku moich ulubieńców próbujących się przedrzeć do naszego wymiaru

Niezaprzeczalnymi zaletami Multiuniversum jest sam kompaktowy rozmiar i bardzo oryginalna, ciekawa mechanika. Mi się to bardzo podoba, jednak mężowi jakoś nie podeszło. Stwierdził, że gra jest nieco zbyt powtarzalna.

Plusy:

  • niewielkie wymiary
  • wypraska w której zmieszczą się karty w koszulkach
  • ciekawa mechanika
  • piękne ilustracje
  • dynamiczna rozgrywka
  • idealna długość trwania partii

Minusy:

  • mimo wszystkich zalet wciąż leży na półce, mało kiedy ruszana
  • pewna doza powtarzalności w kolejnych partiach
  • odstraszające niektórych kryterium wieku graczy

Moja ostateczna ocena mocne 4/6

multiuniversum

 

7 Cudów Świata Pojedynek

Coś ostatnio mam problemy z napisaniem kolejnego posta… A to  komputer siadł, a to zdjęcia z aparatu gdzieś zaginęły, a to po prostu nie było czasu. Niemniej, pomimo przeciwności, wreszcie się udało!

Przedwalentynkowy post jest o grze dwuosobowej, idealnej do rozegrania w wieczór zakochanych. Jest to jedna z częściej polecanych dwuosobówek w sieci. Czy słusznie? Oceńcie sami 🙂

7 cudów świata pojedynek

 

 

7 Cudów Świata Pojedynek

liczba graczy: 2 osoby

wiek graczy: 10+

czas rozgrywki: ok 30min

 

 

 

7 Cudów Świata Pojedynek trafiło pod nasz dach ponad rok temu, od tamtej pory rozegraliśmy kilkadziesiąt partii, pokłóciliśmy się przez nią kilka razy, a także zdążyliśmy się już lekko znudzić podstawką (to był idealny moment na zakup dodatku).

Jest to gra, która powstała w oparciu o popularną karciankę 7 Cudów Świata, która to była wielokrotnie nagradzana i wyróżniana, jednakże na dwie osoby działa raczej średnio. Sądzę, że stąd też pomysł na stworzenie gry stricte pod dwie osoby i tak oto mamy 7 Cudów Świata Pojedynek.

7 cudów świata pojedynek

Sukces powtórzył się i przy tym tytule. Gra 7 Cudów Świata Pojedynek otrzymała nagrodę Golden Geek Award 2015 w kategoriach „gra dwuosobowa” i „gra karciana”, zajęła trzecie miejsce w kategorii „gra roku” oraz drugie miejsce w kategorii „gra strategiczna”; otrzymała również nagrodę „Gra Planszowa – Nagroda Graczy 2015” przyznaną w wyniku głosowania graczy na kanale GameTroll TV. Czy zasłużenie? To już jest kwestia indywidualnego upodobania, ja swoje zdanie wyrażę jak zwykle na końcu, a teraz zapraszam lepszego zapoznania się z tym tytułem. Nie jest to dla nikogo zaskoczeniem- wszak za grę odpowiada dwóch wybitnych ludzi Antoine Bauza (twórca takich gier jak Takenoko, Tokaido, 7 Cudów Świata) i Bruno Cathala (5 klanów, Yamatai, Kingdomino).
OLYMPUS DIGITAL CAMERAPierwszy bardzo duży plus ode mnie, to wypraska. Wszystko w pudełku ma swoje miejsce, a karty mieszczą się idealnie nawet w koszulkach (wielki pozytyw za to). Całość jest wykonana estetycznie, wszystkie elementy są dobrej jakości, karty nawiązują do pierwowzoru, co ułatwia zapoznanie się z zasadami graczom, którzy poznali już 7 Cudów Świata, do tego gra jest dość niewielka, co pozwala na dopakowanie ją do każdego wakacyjnego bagażu.
Czas rozgrywki faktycznie mieści się w tych 30min, natomiast wiek graczy jest mocno zawyżony. Mój syn ogrywał mnie już w zeszłym roku, kiedy to miał niespełna 7 la, mało tego, jest to jeden z jego ulubionych tytułów i faktycznie widać podczas grania, że chłopak obiera strategię i nieprzypadkowo wykonuje każdy kolejny ruch.
Zasady gry:
Z filmiku chwilowo nici, także postaram się pokrótce przybliżyć zasady w formie pisemnej.
Na początku gry każdy z graczy wybiera sobie po 4 cuda i kładzie przed sobą oraz dostaje po 7 monet.
OLYMPUS DIGITAL CAMERA
Należy rozłożyć planszę pomiędzy graczami, umieścić na niej pion konfliktu, znaczniki militarne, oraz wylosowane 5 żetonów postępu, następnie z kart przeznaczonych dla pierwszej ery budujemy piramidę wg. schematu i jesteśmy gotowi do rozpoczęcia gry.
OLYMPUS DIGITAL CAMERA
Gracze po kolei wykonują jedną z trzech możliwych akcji. Z piramidy wybiera się jedną odkrytą kartę z dolnego jej rzędu, którą następnie można:
  1. Wznieść budowlę, czyli po prostu wyłożyć daną kartę przed sobą. Może nam ona służyć w dalszej grze jako: surowiec; dodawać nam siłę militarną powodując przesunięcie pionka konfliktu bliżej murów miasta przeciwnika; dawać zielony znacznik naukowy (za dwa takie same znaczniki możemy jako bonus wziąć żeton postępu ) lub dawać punkty zwycięstwa.
  2. Wybudować cud: wybraną kartę zużywamy podkładając pod jeden z naszych cudów, dzięki czemu zyskujemy zaznaczony na nim bonus (np. punkty zwycięstwa, monety itp.)
  3. Sprzedać: sprzedając kartę dostajemy za nią 2 monety, plus po jednej monecie za każdą żółtą kartę wybudowaną w naszym mieście
 Należy pamiętać, że każda z kart, jak i każdy z cudów posiada swój koszt zaznaczony po lewej stronie, jeśli nie posiadamy surowców potrzebnych do budowy musimy za nine zapłacić ( 2 monety plus po jednej monecie za każdy surowiec potrzebnego nam  typu, który posiada nasz przeciwnik).
7 cudów świata pojedynek
Pierwszy etap kończy się wraz z zużyciem wszystkich kart z pierwszej piramidy, wówczas trzeba zbudować piramidę z kart drugiej ery, następnie analogicznie postępujemy w przypadku budowy piramidy w trzeciej erze, cały czas wzorując się na schemacie budowy piramid (każda różni się od siebie).
Wygrać można na trzy sposoby:
  1. Większością punktów zwycięstwa na końcu gry
  2. Przewagą militarną (gdy pion konfliktu dotrze na koniec skali przeciwnika)
  3. Przewagą naukową, gdy uzbieramy 6 różnych symboli naukowych

Ocena:

Gra 7 Cudów Świata Pojedynek w przeciwieństwie do standardowych 7 Cudów Świata, jest grą mniej losową, a zdecydowanie bardziej taktyczną, co jest jej wielką zaletą. Nadal występuje w niej pewna doza losowości, jednakże, przy dobrej taktyce i rozplanowaniu ruchów nie powinno nam to zbytnio pokrzyżować planów (niestety, w moim przypadku, to przeciwnik zazwyczaj niszczy je za to bardzo skutecznie).

7 cudów świata pojedynek

Przy tej pozycji spędziliśmy wiele wieczorów zarówno w domu, jak i na wyjazdach i nadal budzi ona wiele emocji. Po tylu partiach chętnie po nią sięgam, zarówno po samą podstawkę, jak i po dodatek Panteon. Grając w 7 Cudów Świata Pojedynek ma się wrażenie, że zasiadło się do pełnowymiarowej planszówki, wymagającej sporo skupienia i rozwagi w każdym ruchu, co mi się to bardzo podoba. Pomysł na mechanikę i budowanie z kart kolejno piramid również bardzo przypadł mi do gustu, także polecam gorąco każdemu.

Plusy:

  • wypraska, w której mieszczą się karty w koszulkach
  • nieduże pudełko
  • ciekawa i nietypowa mechanika
  • niezbyt długa i nie za krótka rozgrywka
  • konieczność skupienia i opracowania taktyki
  • łatwe, przejrzyste zasady
  • estetyka i jakość wykonania

Minusy:

  • hm… pewna doza losowości jeśli już mam się do czegoś przyczepić, ale może to być również i zaleta jeśli spojrzeć na to z innej strony
  • nudzi się po kilkudziesięciu partiach (na szczęście jest dodatek! )

 

7 Cudów Świata Pojedynek otrzymuje ode mnie ocenę 5/67 cudów świata pojedynek

 

 

 

Bang! Gra kościana

Tuż przed nocą sylwestrową udało mi się jeszcze ostatnią w tym roku grę naświetlić. Tym razem szybka gra kościana Bang! Gra o blefowaniu, sojuszach i zdradzonych przyjaźniach, jedni to lubią, inni niekoniecznie. Moja ocena bardzo subiektywna jak zwykle na końcu.Bang! gra kościana

BANG! Gra kościana

liczba graczy: 3-8

czas rozgrywki: 15min

wiek graczy: 8+

wydawnictwo: BARD

 

 

Bang! Gra kościana to gra oparta o kultową karcianą imprezówkę, jednakże rozgrywka przebiega tutaj zupełnie inaczej. Jest to gra w klimacie dzikiego zachodu o szeryfie, jego pomocnikach, bandytach i renegatach, wszystko dzieje się tu szybko , trochę nieoczekiwanie, a cała rozgrywka oparta jest o rzut kośćmi.Bang! gra kościana

Jedna partia zazwyczaj trwa ok 10minut, jednakże niech was to nie zmyli- wyciągając na stół kościany Bang! macie zapewnioną rozrywkę na kilka partii (no przynajmniej u nas nigdy nie kończy się na jednej), bo: „dawaj jeszcze raz , bo miałem kiepską postać”; „ja chcę być szeryfem ,gramy jeszcze raz”; „o nie znów mi nie poszło, głupi renegat” itd.

Wiek jak dla mnie mocno zawyżony- mój syn grał w nią jak miał niespełna 6lat i radził sobie świetnie. Gra ma na tyle nieskomplikowane zasady, ze radzą w nią sobie zarówno dzieci, jak i seniorzy- my grywamy w nią w każdym składzie z rodzicami, dziećmi, znajomymi. Jest to typowa imprezówka, lub filerek nadający się na przerwę między konkretniejszymi tytułami.

OLYMPUS DIGITAL CAMERAPudełko jest małe i kompaktowe, idealne do zabrania zawsze i wszędzie. Wewnątrz mamy: garść kości (sztuk 5), żetony naboi będące oznaczeniem naszego życia, karty (postaci, pomocy oraz ról), indiańskie strzały i oczywiście krótką, zwięzłą i przejrzystą instrukcje.

Nauka zasad zajmuje jakieś 3 minuty, a dzięki kartom pomocy w trakcie gry nie ma kolejnych pytań.

Zasady gry:

Bang! gra kościana

Postanowiłam nagrywać zasady gry w postaci przykładowej rozgrywki, gdyż jak zauważyłam w ten sposób jest o wiele bardziej przejrzyście, a i nie każdy ma chęć czytać ścianę tekstu o zasadach, także teraz o wiele łatwiej będzie tą część pominąć i przejść od razu do oceny.

Tym którzy chcą zobaczyć na czym polega Bang!gra kościana zapraszam do obejrzenia filmiku:

Zasady gry

Ocena:

Nie wiem jak wy, ale ja uwielbiam kości! A już w szczególności takie z nietypowymi ikonkami. Bardzo lubię też gry z ukrytymi rolami, gry blefu, oraz wręcz kocham klimat dzikiego zachodu w planszówkach. Grafiki postaci w „Bang! gra kościana” mi się bardzo podobają, kości jeszcze bardziej, a prostota gry jest wręcz zaskakująca. Nikogo nie powinno wobec tego zaskoczyć, że jest to jedną z moich ulubionych gier imprezowych. Owszem ma swoje wady: potrzeba minimum 5 osób, żeby w nią zagrać, a żeby zabawa byłą na prawdę fajna to liczba 5 jest nadal zbyt mała; oprócz tego jak to wszystkie gry kościane jest to gra mocno losowa, jednakże zupełnie mi to nie przeszkadza.Bang! gra kościana

Bang! gra kościana towarzyszy nam na każdym wyjeździe wakacyjnym, wyjściu do znajomych, graniu do piwka oraz wyjazdach do teściów. Mamy za sobą już grubo ponad 100 rozgrywek i nadal chętnie po nią sięgamy. Do tego niedawno w naszej kolekcji pojawił się dodatek (Bang old saloon), który daje nowe postaci, umiejętności specjalne ról oraz dwie nowe kości. Gra się nam odświeżyła i dalej ląduje często na stole.

Plusy:

  • kompaktowość
  • proste zasady
  • ładne wykonanie
  • dziki zachód ( iiiicha!!!)
  • kości, kości, kości!!!
  • fajny system blefu
  • szybkie partie
  • dla graczy w każdym wieku

Minusy:

  • potrzeba dużej liczby graczy, aby w pełni ją docenić
  • duża losowość

 

W kategorii gier imprezowych u mnie totalny hit: 5/6

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

 

 

Trucizna

Nie wiem jak wy, ale ja staram się obdarowywać rodzinkę grami planszowymi lub karcianymi przy każdej nadarzającej się okazji, i o ile nie mam problemu z kupnem większych tytułów, o tyle te do 30zł zawsze stanowią nie lada wyzwanie… Także dopóki jeszcze jest czas na zakup mikołajkowych drobiazgów ze świata planszówkowego postaram się uwinąć i skrobnąć słów kilka o mniejszych grach.

Czy są warte uwagi, czy też nie- moje osobiste zdanie i ocena jak zawsze na końcu.

trucizna reiner knizaTrucizna

liczba graczy: 3-6

wiek graczy: 8+

czas rozgrywki: ok. 30min

wydawnictwo: G3

 

W pierwszym sorcie mam dla was tytuł Reinera Knizi, po który sama raczej bym nie sięgnęła, gdyby nie wygrana w konkursie halloweenowym organizowanym przez gryplanszowe.pl, gdyż nie jest to jeden z tytułów który przewija się w poleceniach graczy na forach.

Trucizna to szybki filerek dla 3-6ciu graczy. Jest to typowa mała karcianka od g3, w którą grać można całą rodziną. Rozgrywka jest szybka, jednakże im więcej graczy tym dłużej trwa (można sobie nieco nagiąć zasady i zamiast grać tyle rund ile jest osób ustalić, ze zawsze gram się po 4 rozdania, wówczas czas rozgrywki będzie zawsze mniej więcej ten sam)- na pudełku jest informacja o 45minutach… Nie wiem zaprawdę skąd się biorą te dane, my przy maksymalnej liczbie graczy zamykamy się w pół godziny na spokojnie.

W pudełku znajdziemy krótką, dobrze napisaną, przejrzystą instrukcję, notesik do liczenia punktów, ponumerowane karty mikstur w trzech kolorach i zielone karty trucizn. Karty są takiej samej jakości i grubości jak wszystkie inne karcianki od g3, więc kto miał z nimi do czynienia wie, że przydałoby się je włożyć w koszulki, żeby się zbyt szybko nie zniszczyły, niestety po włożeniu w koszulki okazuje się, ze nie mieszczą się w pudełeczku, także powstaje odwieczny problem czy wkładać w koszulki, czy też nie. OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Gra Trucizna jest jedną z tych do których możemy usiąść nie znając kompletnie zasad i już po 2minutach rozpocząć płynną rozgrywkę.

Zasady gry:

Najpierw rozdajemy wszystkie karty pomiędzy graczy. Na środku stołu będą zbierały się trzy kupki z miksturami na niebieski wywar, czerwony i fioletowy. Pierwszy gracz wykłada jedną kartę gdzie chce, później ten kolor mikstur musimy już dokładać do tego konkretnego stosu. Jeśli na stosie znajdują się mikstury o łącznej wartości powyżej 13 to gracz pozostawia kartę którą właśnie położył na stole, a zbiera wszystkie pozostałe z tego koloru (razem z ewentualnymi truciznami) i kładzie zakryte przed sobą- będą to dla niego punkty ujemne na koniec rundy. Karty z truciznami można wkładać na który się chce stos.

OLYMPUS DIGITAL CAMERAKażdy z graczy po kolei zgodnie z ruchem wskazówek zegara wykłada po jednej karcie i zbiera poszczególne karty w razie przekroczenia 13 oczek aż do wyczerpania wszystkich kart z ręki, gdy to nastąpi podliczamy punkty. Każdy dostaje -2 punkty za kartę trucizny, oraz minusowe punkty z poszczególnych kart liczone według ich wartości. Co ciekawe można się uodpornić na działanie danej mikstury pod warunkiem, że na koniec rundy jest się osobą z największą ilością kart w danym kolorze (liczymy karty, a nie oczka na nich!), w takiej sytuacji cały kolor możemy odłożyć na bok i nie liczymy z niego ujemnych punktów.

trucizna

Gra jest bardzo prosta, kompaktowa oraz dynamiczna. Trzeba w niej trochę policzyć i kombinować, żeby zbierać jak najmniej kart, lub celować w zbieranie tylko jednego koloru, trzeba myśleć jak podłożyć komuś truciznę do koloru , który widzimy, ze zbiera.

Ocena:

Generalnie w moich oczach wypada dobrze. Fajnie, że syn może poćwiczyć przy niej trochę dodawanie; fajnie, że można pograć całą rodziną z rodzicami, rodzeństwem i nikt nie ma problemu ze zrozumieniem zasad; fajnie, że jest mała, że rozgrywka jest dynamiczna, że partia nie trwa długo. Sprawdza się jako przerywnik między cięższymi tytułami, oraz jako gra do piwka. Nie jest może jakoś szczególnie ekscytująca, czy odkrywcza, ale jet to poprawny tytuł, po który warto sięgnąć jeśli potrzebuje się filerów, gier na upominek dla rodziny (czy to tych starszych , czy też młodszych jej członków). Nawet dzieciaki same bez pomocy kogoś ze strony dorosłych mogą w nią spokojnie grać, co jest kolejnym atutem.

Minusem jest fakt, iż nie można włożyć kart w koszulki, oraz to, iż w gruncie rzeczy nie jest niczym sprawiającym efekt „wow” (chociaż, czy aby na pewno oczekujemy go od gry za te dwadzieścia parę zł?). Oprócz tego dużo zależy od tego jakie karty dostaniemy na rękę, także jest to gra dość losowa, jednakże nie przesadnie, gdyż dobra taktyka może nas wyprowadzić z opresji.

Plusy:

  • kompaktowość
  • proste zasady
  • dynamiczna rozgrywka
  • do 6ciu graczy
  • ładne karty
  • ćwiczy liczenie u dzieci

Minusy:

  • nie mieści się do pudełka z kartami w koszulkach
  • spora losowość
  • nie wyróżnia się szczególnie wśród tytułów z tego przedziału cenowego

My spędziliśmy przy niej przyjemnie czas i na pewno będzie to tytuł zabierany na weekendy do teściów, także moja ocena w kategorii filerów to 4/6.

trucizna

 

BELFORT

Ładnie wykonana gra ekonomiczna, do tego z krasnoludami, elfami i gnomami? Niemożliwe? A jednak! Wszystko to znajdziemy w Belforcie.

Jestem zdecydowanie na TAK, dlatego też była to gra na mojej liście must have już dłuższy czas, zanim wreszcie udało się ją kupić. Minęło już kilka lat, od momentu, kiedy zdjęłam folię i wreszcie otworzyłam upragnione pudło z grą i nadal sięgamy po nią co kilka tygodni , także nie kurzy się jak to z niektórymi grami bywa.

Co sprawia, że Belfort jest grą szczególnie mi bliską? W sumie to wszystko, ale po kolei…

BELFORTBelfort

liczba graczy: 2-5

wiek: 12+

czas rozgrywki: ok. 120min

wydawnictwo: Lacerta

Belfort przeznaczony jest dla 2-5 graczy  od 12 lat (sądzę, że wiek jak to zazwyczaj bywa jest lekko zawyżony- mam w rodzinie 10’cio latka i spokojnie bym go z nami do stołu mogła posadzić), według producenta rozgrywka trwa około 120min, jednak u nas to zazwyczaj jakieś 90minut maks, także i tutaj lekko zawyżone dane, a przy ostatniej rozgrywce wręcz doszliśmy do wniosku, że 7 tur to za mało, i że czujemy lekki niedosyt (będziemy próbować zrobić dodatkową turę i zobaczymy jak nam to wyjdzie).

Po otwarciu pudełka pierwsze co rzuca się w oczy to świetna jakość wykonania komponentów. Wszystkie plansze zrobione z na prawdę grubej, solidnej tektury (rzadko się zdarza, żeby nawet plansze graczy były takiej grubości); karty do gry raczej nie powinny szybko się zetrzeć, a elementy przedstawiające surowce wręcz urzekają. Jak to zazwyczaj u Lancerty- wszystko wygląda super, a ja na prawdę bardzo lubię i doceniam gry w których poszczególne elementy faktycznie przypominają zbierane przez nas zasoby, a nie są zwykłymi żetonami z rysunkiem. BELFORT

W opakowaniu mamy jeszcze elfy i krasnoludy dla każdego gracza w innym kolorze, i tutaj przed pierwszym graniem musimy uzbroić się w cierpliwość, oraz poświęcić trochę czasu na przyklejenie naklejek przedstawiających konkretne postacie na przeznaczone ku temu drewniane znaczniki. Zajmuje to sporo czasu, ale dzięki temu gra jeszcze bardziej zyskuje na atrakcyjności.

BELFORT

 

Czytanie instrukcji do tej gry było czystą przyjemnością, wcale nie dlatego, że jest jakoś super rozpisana, lecz przez zawarty w niej humor i stworzenie całej otoczki do gry budującej klimat. Całość napisana dość jasno, bez większych problemów się ogarnia zasady i sposób rozstawienia gry na stole.BELFORT

Przy setup’ie bardzo pomocny jest fakt, iż na każdej planszy gracza dokładnie opisano ile zasobów dostaje się na początek, każdy element ma swoje miejsce, od razu widzimy koszty poszczególnych budynków, oraz jakie ruchy po kolei wykonujemy w swojej turze. Bardzo duży plus za przemyślany projekt tych planszetek.

BELFORTTeraz pozostaje jeszcze ułożyć pięciokątną planszę (należy uważać na tor punktacji umieszczony na jej brzegach, aby liczby były w odpowiedniej kolejności), wylosować gildie, rozdać zasoby początkowe, monety, ułożyć sobie domki oraz po trzech pomocników każdego rodzaju, na rękę wziąć karty budynków (trzy z pięciu rozdanych) i można zaczynać.

Rozgrywka:
Poszczególne ruchy w naszej turze mogą  się wydawać skomplikowane, gdy opisuje się je na sucho na blogu, jednakże w trakcie gry po pierwszej turze już wszystko jest jasne i gra przebiega płynnie, bez przestojów na doczytanie zasad.

BELFORTNajpierw losujemy herby oznaczające kolejność poszczególnych graczy, następnie zaczyna gracz nr 1 i może, lecz nie musi wstawić swojego jednego pomocnika (elfa lub krasnoluda) na pole z fakturą drewna (może to być pole gildii, pole z wybudowanych już przez niego budynków, pole kupna pomocnika, lub pole wymiany herbu), później gracz z nr 2 wstawia jednego swojego pomocnika na wolne pole, następnie gracz nr 3, aż kolejka wróci do pierwszego gracza itd. Jeśli ktoś zdecyduje, że nie chce dalej wstawiać się pomocnikami , wówczas natychmiast wysyła wszystkich pozostałych po zasoby i tak:

  • elfy zdobywają drewno z lasu;
  • krasnoludy kamień z kamieniołomu;
  • elf plus krasnolud dają nam jeden metal;
  • elf lub krasnolud jedną monetę

BELFORT

Po rozesłaniu wszystkich pomocników przez wszystkich graczy następuje moment zbierania zasobów (tylko zasobów! w tym momencie jeszcze nie zbieramy postaci postawionych na pola drewnianej faktury), później zbieramy złoto z wybudowanych wcześniej budynków,oraz płacimy podatek (o ile mamy jakiś do zapłacenia), jest to również moment na wymianę herbu kolejności gracza.

Następnie gracz z nr 1 może : budować, zebrać pomocników z gildii i kart budynków, zakupić gnoma ( tylko jeśli może go od razu zużyć, gnomów nie wolno magazynować),sprzedać i/lub kupić zasoby- wszystkie czynności wykonuje w dowolnej kolejności.Budując dany budynek musimy zapłacić jego koszt w surowcach określony na karcie, wyłożyć kartę budynku przed siebie, oraz wstawić swój drewniany domek w odpowiednie miejsce na planszy gry w wybranej przez nas dzielnicy.

BELFORTKarty budynków dają nam dodatkowe bonusy, np. monety, metal, karty na rękę; są też takie które z naszych elfów i krasnoludów mogą uczynić super elfa i super krasnoluda. Taki pomocnik przynosi nam z zasobów nie jeden, lecz aż dwa zasoby, także warto dobrze się zastanowić jakie budynki dają nam najlepsze profity.

 

Niektóre karty budynków po wybudowaniu potrzebują gnoma, aby aktywować swoje specjalne funkcję. Gnom kosztuje nas 3 monety, możemy kupić i położyć go na dowolnym budynku.

Na koniec swojego ruchu za jedną monetę możemy dokupić sobie kartę budynku na rękę.BELFORT

Następuje ruch gracza z herbem nr 2, po nim kolejnego gracza, aż wszyscy skończą ten etap.

Na początku nowej tury przesuwamy znacznik czasu na naszym kalendarzu i gra toczy się dalej wedle opisanej powyżej kolejności.

 

Gdy nasz znacznik postępu czasu stanie na polu X wówczas, na koniec tury czeka nas podliczenie punktów. Punkty dostaje się za przewagę naszych budowli w danej dzielnicy (jest ich 5, każdy element planszy miasta to oddzielna dzielnica, czy też „pizza” jak to mówi mój syn), oraz za przewagę pomocników  osobno z gnomów, krasnoludów i elfów. Punkty podlicza się trzykrotnie podczas gry, na koniec zwycięzca dostaje symboliczny klucz do bram miasta i może ogłosić się głównym architektem miasta Belfort!BELFORT

 

Ocena:

Belfort jest jedną z moich ulubionych pozycji w kolekcji i grą bliską mojego ideału.

Mogę w niej robić to co na planszy lubię najbardziej, czyli budować, zbierać zasoby, zdobywać bonusy , a wszystko jest tak ładnie wykonane, przejrzyste i logiczne, że nawet po dłuższej przerwie od gry pamięta się co i jak ustawić, i nie trzeba sięgać za każdym razem po instrukcję.

Rozgrywka trwa ponad godzinę, ale nie na tyle długo, aby gra się zaczęła nudzić, a wręcz pozostawia po sobie lekki niedosyt, co jest kolejnym atutem.Tury następują po sobie płynnie i jeśli nie macie w ekipie wielkich myślicieli, to jest to gra bez większych przestojów. Gracze mogą myśleć co chcą zrobić, w momencie ruchu poprzednika, także podczas rozgrywki nie ma dłużyzn i nudów.

Jakość wykonania elementów mnie osobiście rzuciła na kolana, instrukcja napisana w jasny sposób, a przy tym nie pozbawiona humoru.

Jedyne minusy to brak większej interakcji pomiędzy graczami (np. handlu pomiędzy jednym a drugim graczem, czy możliwości wstawiania się za opłatą do budynków innych graczy), oraz fakt, iż na dwie osoby gra się raczej słabo.

Plusy:

  • kawał dobrze dopracowanej mechaniki
  • łatwy, intuicyjny setup
  • świetnej jakości elementy do gry
  • estetyka wykonania
  • czas rozgrywki mieszczący się w niecałych 2 godzinach

Minusy:

  • niemalże brak interakcji
  • kiepska na dwie osoby

Moja ocena 5/6

BELFORT

 

Wieże Magów

Ciepłych dni coraz mniej, także brak wymówek na moje lenistwo i długie przestoje pomiędzy dwoma wpisami- czas zakasać rękawy i brać się do roboty!

Tym razem przyjrzę się grze pt. „Wieże Magów”. Gra ta trafiła do naszego domu nieco przypadkowo jako wygrana w konkursie, a czy zawitała w nim na stałe? O tym słów kilka na końcu wpisu przy ocenie.

 

Wieże Magówwieże magów

Liczba graczy: 2-4

Wiek graczy: 8+

Czas trwania: 30min

Wydawnictwo: Imagine Realm

 

 

Wieże Magów to dość lekka gra rodzinna. Zasady są łatwe do zrozumienia, instrukcja krótka, rozgrywka na trzy osoby trwa ok 60mnut i spokojnie poradzi z nią sobie 6’cio latek o ile jest dość ograny.

W pudełku znajdziemy różnego rodzaju karty, drewniane klocki przypominające nieco te z „Jengi”, tekturowe kwadraty oraz instrukcje i pomoce dla graczy.

wieże magówSama instrukcja to dosłownie jedna kartka formatu A4, niezbyt mi podszedł do gustu język w niej używany, jakby na siłę twórcy wymyślali skomplikowane nazwy, przez co instrukcja tylko traci na czytelności. O ile mogę zrozumieć nazywanie drewienek „konstrukcjami” (chociaż przecież można było użyć czegoś bardziej ludzkiego jak choćby budulec, belki), o tyle nazwa „sekcja” dla tekturek mających oddzielać poszczególne piętra w naszej wieży to dla mnie totalna porażka. Słowo sekcja wg. mnie powinno oznaczać jakiś dział, a same kafle mogłyby nosić inną mniej mylącą nazwę, także gdy czytam „Gracz po zbudowaniu Sekcji dodatkowo wybiera jedną z dostępnych kart specjalnych…” to przez chwile w moim umyśle powstaje lekki zamęt, bo myślę o zbudowaniu jakiegoś działu,a  nie położeniu tekturowego kafla, ale to takie drobne mankamenty tak na prawdę. Większą wadą jest jakość wykonanych elementów.

Instrukcja i plansze pomocnicze wykonane z bardzo cienkiego papieru, przypominającego ulotki wtykane za szybę w samochodzie. Nieelegancko to wygląda, kolorystyka też niezbyt mi leży, także już na wstępie po otworzeniu pudełka gra nie co mnie do siebie zniechęciła.

OLYMPUS DIGITAL CAMERAKolejny element wart podrasowania to karty. Cienkie, mizerne i brzydkie. Tylko karty żywiołów jakoś się ratują, reszta jako, że to miała być „Fantastyczna gra rodzinna o czarowaniu…” (cytat ze strony producenta), powinna być wykonana w taki sposób aby cieszyć oko i zachęcać do sięgnięcia po grę na półkę.

 

Może jednak sama mechanika i rozgrywka broni ten tytuł? Sprawdźmy…

Rozgrywka:

Na początku gry wysypujemy na środek stołu wszystkie drewienka , obok układamy zakrytą talię kart żywiołów, przywołań i tekturowe kafle sekcji. Rozdajemy każdemu po dwie karty żywiołów i możemy zaczynać grę.OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Zasady gry są banalnie proste, chociaż sposób ich opisania w instrukcji nieco pogmatwany.

W swojej kolejce możemy zrobić jedną z następujących rzeczy:

  • przywołanie, czyli po prostu dobranie drewnianych elementów konstrukcji; gracz bierze wierzchnią kartę przywołania, aby zobaczyć ile drewienek udało mu się dobrać. Przywołane w ten sposób elementy można albo ułożyć w magazynie, czyli zachować na później, albo od razu dołożyć do budowanej przez nas wieży (każdy poziom wieży to dwa drewienka), wyjątek stanowi karta przywołania jednego elementu , wówczas musimy go od razu dołożyć do budowli;OLYMPUS DIGITAL CAMERA
  • zakup karty żywiołów; w zamian za 3 drewienka możemy dobrać na rękę kartę żywiołów, są nam one potrzebne do używania ataków lub do wzmacniania przywołania. Limit kart żywiołów na ręku wynosi 6;OLYMPUS DIGITAL CAMERA
  • budowa sekcji; w zamian za 6 drewienek możemy zbudować położyć sobie sekcje na wieży (wieża musi mieć wysokość minimum 5’ciu poziomów), budowa sekcji daje nam również dodatkową kartę żywiołu na rękę;OLYMPUS DIGITAL CAMERA
  • atak; z tabeli ataków wybieramy dany czar którym chcemy zaatakować innego gracza, oddajemy pokazane w tabeli karty żywiołów i dzięki temu możemy zniszczyć komuś wieżę, albo zablokować ruch- w zależności od opisu wybranego ataku. Należy pamiętać, ze atakowany gracz może obronić się przed atakiem, o ile posiada żywioły umożliwiające mu odparcie zaklęcia;
  • wzmocnione przywołanie; odrzucając jedną kartę żywiołów możemy wzmocnić przywołanie, jeżeli liczba drewienek na dociągniętej karcie przywołania jest równa z liczbą na odrzuconej karcie żywiołu to dostajemy trzykrotność drewienek ze środku stołu, jeżeli zaś liczby się różnią to gracz traci karty i kolejkę.

Oprócz jednej z wyżej wymienionych akcji w swojej kolejce gracz moze zrobić jeszcze jedną z dwóch akcji dodatkowych, a mianowicie:

  • przenieść jedną konstrukcję z magazynu do wieży- wówczas w tej kolejce nie możemy zrobić przywołania
  • wymienić kartę żywiołów- jeśli posiadamy 6 kart żywiołów możemy wymienić dwie za jedną nową

 

Gra trwa aż do momentu, gdy na stole nie zostaną już żadne elementy konstrukcji, co trwa dość długo, gdyż po zakupie kart, czy sekcji nasze drewienka trafiają znów do wspólnej puli na środku stołu.

Na końcu wygrywa gracz, którego wieża jest najwyższa.OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Tyle zasad w wariancie podstawowym, gra jest bardzo prosta, na początku wydaje się również fajna, jednakże wracające stale na środek stołu drewienka sprawiają, ze gra ciągnie się w nieskończoność i po jakimś czasie po prostu robi się nudna…bardzo nudna.

Jest jeszcze jej wariant ekspresowy, gdzie drewienka po zużyciu zostają odrzucone z gry i wówczas przyspiesza to trochę rozgrywkę, jednakże po pierwszej nużącej i bardzo długiej partii nie mieliśmy ochoty przetestować tego wariantu przez kilka dobrych miesięcy. Gra po prostu leżała na półce i się kurzyła, co raczej nie spotyka u nas nowych gier- zazwyczaj na początku rozgrywamy kilka/kilkanaście partii w ciągu pierwszego miesiąca.

My po Wieże Magów w wariancie ekspresowym sięgnęliśmy po ok 3 miesiącach, trochę słabo jak na nową grę… i z przykrością stwierdzam, że również wariant ekspresowy nas nie porwał. Może komuś się to podobać, nam zdecydowanie czegoś tu brakuje.

Ocena:

Wieże Magów to gra zdecydowanie nie dla nas. Może się spisać jako gra do piwka i bezmyślnego budowania wieży z klocków, gdzie osoby więcej rozmawiają pomiędzy sobą niż skupiają się na samej grze, gdzie granie stanowi bardziej tło, nam zupełnie takie granie nie odpowiada. Dodam, ze bardzo fajna grafika na okładce ukrywa wewnątrz kiepskiej jakości, brzydkie elementy, a sama mechanika jest jakby niedopracowana, a szkoda, bo widać, ze ktoś miał całkiem fajny pomysł, tylko wykonanie jakoś siadło. Brakowało trochę ludzkiego języka w instrukcji, trochę dynamiki w trakcie rozgrywki, trochę lepszej jakości elementów gry, trochę wszystkiego…

Plusy:

  • w wariancie ekspresowym, jako gra do piwa może się sprawdzić
  • ładna grafika na pudełku

Minusy:

  • słabe wykonanie elementów gry, głównie instrukcji i kart pomocniczych
  • brzydka kolorystyka kart (tak, to jest subiektywna ocena, a mi się te karty po prostu nie podobają 😛 )
  • gra jest nudna, powtarzalna i zbyt długa
  • kiepsko napisana instrukcja

Moja ocena: 2/6

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

 

 

UNLOCK! Wielka Ucieczka

Jednym z moich ulubionych sposobów na spędzanie wolnego czasu, oprócz grania w gry planszowe, jest zebranie kilku znajomych i wybranie się do jakiegoś escape room. Mniej więcej raz na miesiąc odhaczamy kolejny pokój zagadek z listy i przyznam, że jest to dla zawsze bardzo ekscytujące wydarzenie, a jeśli pokój nam się spodoba, to rozmawiamy później o nim jeszcze przez kilka dni. Jakże więc ma radość była wielka, gdy dowiedziałam się o planach wydania gry pudełkowej escape room po polsku!

Gra Unlock! Wielka Ucieczka zawitała u nas w domu jakieś dwa tygodnie temu, jak wszystkie gry tego typu jest grą jednorazową, którą po przejściu można puścić dalej w obieg. Można ją dostać w cenie niższej, niż wyjście do prawdziwego pokoju zagadek, także pomimo, iż jest to jednorazówka, jeśli przynosi nam podobnego rodzaju rozrywkę i poziom „móżdżenia”, to chyba warto. Czy przyniosła? Przeczytajcie sami.

Unlock

UNLOCK! Wielka Ucieczka

Liczba graczy: wg producenta 2-6, tak na prawdę od 1 do tylu ile osób zmieści się przy stole

Wiek graczy: 10+

Czas trwania: max 60min

Wydawnictwo: Rebel

 

Unlock! Jest grą kooperacyjną, karcianą o prostej mechanice, jednakże wymagającej sporego sprytu, spostrzegawczości i kombinowania. Nasz 7’dmio latek co najwyżej pomagał nam w kwestii spostrzegawczości, jeśli zaś chodzi o zagadki bardziej logiczne, to biedaczysko zupełnie sobie nie radził, także to 10+ na opakowaniu jest adekwatne do poziomu trudności gry.

W grze mamy do wybory 3 przygody, co jest bardzo fajne, gdyż dzięki temu sięgniemy po nią , aż trzykrotnie zanim poślemy ja dalej w świat (lub odłożymy ostatecznie na półkę, jeśli chcemy ją zatrzymać w kolekcji).

unlock

Rozgrywka:

Przed przystąpieniem do gry musimy ściągnąć aplikację, co dla wielu osób już samo w sobie jest minusem, dla mnie jednak wręcz przeciwnie. Aplikacja odmierza nam czas gry, możemy sięgnąć do niej jeśli potrzebujemy jakiejś podpowiedzi, oraz wpisujemy tam wszelkie kody i szyfry odnalezione w trakcie przygody.

unlockSama instrukcja gry nie jest nam zupełnie potrzebna, gdyż biorąc do ręki talie z misją treningową uczymy się w jaki sposób karty na siebie oddziałują i na czym polega gra.

Talia treningowa to 10kart, każda inna misja posiada ich po 60. Karty mają litery lub liczby na odwrocie, które odkrywamy w trakcie gry.

Na początku każdej przygody wybieramy odpowiednią misję z aplikacji i wciskamy start, od tej pory mamy 60min (w misji treningowej 10min) na rozwiązanie wszystkich zagadek i przejście gry.

Zazwyczaj pierwsza karta w każdej misji to lokacja- dzięki niej dowiadujemy się gdzie właściwie jesteśmy i co się tam znajduje np. karta pokoju widoczna na zdjęciu. W danej lokacji zaznaczono kilka miejsc numerami i literami, symbolizującymi odpowiednie karty w naszej talii, które należy odkryć, aby zobaczyć co też znaleźliśmy w pokoju.

Możemy odkryć:

  • przedmiot; koloru czerwonego lub niebieskiego, kolory łaczą się ze sobą np. czerwone drzwi możemy próbować otworzyć niebieskim kluczem, wówczas dodajemy do siebie numery z kart, jeśli ich suma daje nam numer z innej karty w tali to możemy ją wówczas odkryć
  • kod; karta koloru żółtego posiada zawsze 4 cyfry, jeśli wpiszemy prawidłowy kod w aplikacji to wówczas wyświetli nam się numer lub litera z karty którą mamy odkryć
  • lokacje; szare karty pomieszczeń
  • maszyny; zielone karty na których widnieje kilka numerów ze znakiem +, po rozwiązaniu zagadki jak dana maszyna działa i dodaniu do siebie odpowiednich numerów otrzymamy czerwony numer, służący do połączenia z innym niebieskim numerem, po dodaniu ich do siebie otrzymamy liczbę z innej karty talii, która w tym momencie możemy odkryć
  • karty kar; jeśli połączymy źle numery i odkryjemy kartę kary tracimy cenny czas z gry
  • modyfikatory; te karty pojawiają się w grze zazwyczaj gdy uda nam się coś naprawić, mamy na nich symbol niebieskiego puzzla z numerem, który należy połączyć z jakąś czerwoną kartą

unlock

 

Nasze zadanie zazwyczaj polega na uwolnieniu się z jakiegoś pomieszczenia/pomieszczeń poprzez łączenie ze sobą odpowiednich kart, znajdywanie ukrytych przedmiotów, odkrywanie coraz to nowych kart i posuwanie się w ten sposób na przód w scenariuszu. Wszystko reguluje czas z aplikacji,a  jeśli utkniemy w którymś momencie gry, to możemy wziąć podpowiedź i w ten sposób ruszyć dalej z misją.

 

 

Teraz pokrótce o poszczególnych misjach… W grze Unlock!Wielka ucieczka możemy wybrać następujące scenariusze:

  • FORMUŁA; wchodzicie do podziemnego laboratorium w poszukiwaniu tajemnej mikstury, na jej znalezienie i wydostanie się z laboratorium macie 60min inaczej wszystko ulegnie samozniszczeniu. Klimat kart z typowego escape roomu, całkiem przyjemna, dość trudna, ale bez przesady. Fajna, logiczna i mózgożerna.

    unlcok

    Formuła

  • MYSZ I KIEŁBASA; wasze zadanie polega na przeszkodzeniu złemu profesorowi w zniszczeniu świata. Karty są kolorowe, animowane, wg instrukcji jak z gry komputerowej i faktycznie jeśli przypomnieć sobie niektóre gry o przeszukiwaniu lokacji to by się zgadzało (mi się kojarzy z „Hokus Pokus Różowa Pantera”). Przyznam, ze nie obyło się bez podpowiedzi, jednakże ogólnie sprawiała wrażenie łatwiejszej niż Formuła. Były dwie trudniejsze zagadki,a reszta raczej z tych łatwych, poszło nam znacznie szybciej niż pierwsza przygoda.

    unlock

    Mysz i Kiełbasa

  • WYSPA DOKTORA GROOSE’A; jedyna wymagająca minimum 2 graczy, według mnie raczej czwórki osób, gdyż każda z drużyn zaczyna misję w innej lokacji i ma do dyspozycji inną część talii, ma też za zadanie przejście swojej części zadania bez porozumiewania się z drugą drużyną. Ponoć najtrudniejsza ze wszystkich, w nią jednak jeszcze nie graliśmy- czekamy na większą ekipę. Wydaję mi się, ze można ją rozegrać dwa razy, raz w ekipie żółtej i raz w zielonej, jednakże póki co nie mogę tego potwierdzić. unlock

Staram się bardzo bez większego spojlerowania opisać, grę co jest dość trudne, i zdaję sobie sprawę, że w ten sposób może wydawać się dziwna i nie do końca zrozumiała, nie mogę jednak napisać nic więcej odnośnie rozgrywki, nie ujawniając rozwiązań niektórych zagadek.

Każda rozgrywka kończy się w momencie wpisania ostatecznego kodu i rozwiązania sytuacji w którą zostaliśmy wrzuceniu w danym scenariuszu. My rozegraliśmy dwa pierwsze od razu jeden po drugim i teraz trochę żałuję, bo został nam już tylko jeden i koniec przygód z Unlock! Wielka Ucieczka.

OCENA:

O ile na początku byłam nastawiona lekko sceptycznie, bo „jak to możliwe escape room za pomocą samych tylko kart, żadnych gadżetów, przedmiotów, nic?!”, to po rozegraniu misji treningowej już zobaczyłam, że w grze będzie jednak coś ciekawego.

Jasne do dyspozycji mamy same karty, ale aby wpaść na sposób połączenia ich ze sobą, uruchomienia maszyny, czy prawidłowy kod, trzeba się na prawdę nieźle nagłówkować. Po rozgrywce czuje się takie przyjemne zmęczenie i dumę z prawidłowo wykonanej misji- zupełnie jak przy tradycyjnych pokojach zagadek. Ja jestem zdecydowanie na tak i z niecierpliwością czekam na kolejną część Unlock! (mam nadzieję, że również będzie wydana po polsku).

Czy jest to gra tylko dla fanów escape roomów? Niekoniecznie, aczkolwiek na pewno będzie im łatwiej załapać sam mechanizm gry. Gracz nie mający do czynienia z escape roomem również powinien się świetnie bawić, jeśli lubi zagadki logiczne, kombinowanie i gry kooperacyjne, jednakże jest to dość specyficzny rodzaj gier kooperacyjnych, więc pewnie nie każdemu przypadnie do gustu.

Moja ocena to mocne 4/6

unlock

 

 

 

Rój (Hive)

Czas na kolejną grę dwuosobową-Rój. Natchnęło mnie na recenzję, gdyż chciałabym sprawdzić, czy są osoby, które mają o niej podobne zdanie do mojego.

OLYMPUS DIGITAL CAMERARÓJ

Liczba graczy: 2

Wiek: 9+

Czas rozgrywki: 20min

Wydawnictwo: G3

 

Rój jak sama nazwa wskazuje to gra o stawonogach, jest to gra  logiczno-strategiczna dla dwóch osób, według mnie trochę jak szachy na sterydach.

Zasady gry są bardzo proste, o ile zapamięta się jak każdy z poszczególnych robaczków się porusza. U nas początkowe rozgrywki trwały 5-10 min, później wydłużyły się do ok 20min, niemniej gra jest raczej z tych dość szybkich.

Kompaktowe opakowanie, fajna firmowa saszetka na suwak i bardzo niewielkie wymogi miejsca do grania sprawiają, iż jest to idealny tytuł na wyjazdy. W zasadzie to jest to chyba jedyna pozycja z posiadanych przeze mnie, w którą mogę zagrać praktycznie wszędzie, wystarczy kawałek podłoża i już możemy zaczynać.rój

Rozgrywka:

W grze chodzi o to, żeby otoczyć królową przeciwnika z zachowaniem zasad poruszania się wszystkich zwierząt w roju. Mamy do dyspozycji 11 heksonalnych płytek z narysowanymi na nich robaczkami w swoim kolorze i musimy opracować tak strategię, oraz przewidywać ruchy przeciwnika, aby otoczyć jego królową roju, zanim on otoczy naszą.

Na początku każdy z graczy kładzie po jednej płytce tak, aby przylegały one do siebie bokiem. Jest to jedyna sytuacja, gdy możemy położyć płytkę białego gracza bok w bok z płytką gracza czarnego.

OLYMPUS DIGITAL CAMERAPóźniej gracze na zmianę dokładają swoje robale już z zachowaniem zasady niestykalności białej z czarną. Mają cztery tury na wyłożenie królowej, a dopóki tego nie zrobią nie mogą przemieszczać innych owadów w roju.

Po wyłożeniu królowej można zacząć strategicznie przemieszczać swoje płytki z zachowaniem kilku zasad: roju nie można rozrywać, cały czas musi być jedna wspólna zwarta grupa; jeżeli stawonóg nie może swobodnie się przemieścić bez niszczenia roju (jest otoczony z 5’ciu lub 6’ciu stron), to jego ruch jest zabroniony (wyjątkiem jest żuk i konik polny).

Na podorędziu mamy następujących pomocników (płytki):

  • mrówka, która może poruszać się dowolną ilość pól wokół roju;
  • żuk, który porusza się o jedno pole, oraz może wchodzić na robala przeciwników zmieniając je w ten sposób w stawonoga naszego koloru;
  • konik polny, który skacze ze swojej pozycji nad stawonogami w linii prostej i wskakuje w pierwsze wolne miejsce;
  • pająk, który przemieszcza się zawsze dokładnie o 3 pola wokół roju;
  • królowa, która może poruszać się tylko o jedno pole.OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Gra się kończy gdy królowa jednego z graczy zostanie otoczona, nawet jeśli otoczyły ją płytki w jej kolorze. Oczywiście wygrywa gracz, którego królowa pozostaje nieotoczona na koniec gry 🙂

 

Ocena:

Pewnie jest wiele osób, które się ze mną nie zgodzi, bowiem zanim zdecydowałam się powiększyć kolekcję o ten konkretny tytuł nasłuchałam i naczytałam się o nim dużo pozytywnych opinii, dla mnie jednak gra jest mocno średnia. W sumie gra się całkiem przyjemnie, ale generalnie to nic szczególnego. Dokłada się robaczki, przesuwa, dokłada, przesuwa, otacza królową przeciwnika i koniec, zupełnie do mnie to nie przemówiło. Jak napisałam we wstępie- ot takie szachy na sterydach, z czego ja zdecydowanie wolę klasyczne szachy.

OLYMPUS DIGITAL CAMERATrzeba przyznać, że płytki stawonogów są wykonane bardzo solidnie, oraz cieszą oko; trzeba też dodać, że gra jest kompaktowa, wszędzie się zmieści i wszędzie można w nią zagrać, i cóż z tego? Na wyjazdach zazwyczaj zagramy w nią raz i to bardziej z przyzwoitości (bo skoro już ją wzięliśmy to wypada zagrać), w domu nie sięgamy po nią wcale, generalnie leży i zbiera kurz, także to pozycja raczej nie dla nas.

Plusy:

  • kompaktowa
  • potrzebuje mało miejsca do grania
  • świetnie wykonane płytki stawonogów
  • przejrzyste zasady, bez niedomówień

Minusy:

  • subiektywnie- gra Rój po prostu mi nie leży, zdecydowanie lepsze są standardowe szachy

 

Mnie gra nie przekonała, pomimo kilkudziesięciu rozegranych partii. Cały czas wierzyłam, że może jest w niej coś więcej, i że może przy następnej grze zapałam do niej sympatią, niestety tak się nie stało, doceniam jednak jej małe wymiary i świetne wykonanie, zdaję sobie sprawę, że może się podobać.

Moja ocena: 3/6

Rój ocena

 

Ps. Jeśli mimo wszystko ktoś by chciał Rój odkupić, to mam na zbyciu 😛

 

Patchwork

Dzisiaj na stół ląduje Patchwork, czyli dwuosobowy tetris na planszy.

Jak zwykle zapraszam do zerknięcia na kanał TWIST’a , żeby zobaczyć, czy gra jest fajna dla dziecka, a poniżej moje wrażenia z rozgrywki.

Patchwork

      

        Patchwork

       Liczba graczy: 2

       Wiek: Wiek: 8+

      Czas rozgrywki: 30min

 

 

Patchwork to dwuosobowa gra Uwego Rosenberga o „szyciu” kołderki z kawałków kolorowych materiałów. Zasady są na tyle proste, że zrozumie je nawet sześciolatek, , a rozgrywka zazwyczaj zamyka się w 20min, więc partyjkę można zagrać w zasadzie zawsze. My gdy tylko grę nabyliśmy graliśmy po kilka partii dziennie w przerwie na kawę, w oczekiwaniu na gotujący się obiad, w międzyczasie. Należy jednak pamiętać, iż pomimo prostych zasad, gra wymaga dość sporo myślenia i kombinowania jeśli wynik na końcu ma być satysfakcjonujący.

OLYMPUS DIGITAL CAMERASporą zaletą gry Patchwork jest jej kompaktowy rozmiar- pudełko jest na tyle niewielkie i lekki, ze można ją zabrać właściwie wszędzie. Gra po rozłożeniu wymaga nieco miejsca (na stoliczku w pociągu nie ma szans się zmieścić), ale nie jest to jakaś wielkoformatowa gra jakie to Uwe ma w zwyczaju tworzyć.  Jedyne co z samego projektu mi osobiście niezbyt podchodzi to kolorystyka. Fragmenty materiałów są jak stare szmatki, lekko wyblakłe, tak samo planszetki dla graczy. Rozumiem, że o to chodziło, i że elementy miały przypominać autentyczne skrawki, jednakże do mnie ta kolorystyka nie przemawia, tym bardziej, że w dzisiejszych czasach wszelkie szmatki są tak kolorowe i różnorodne, iż można to było zrobić dużo barwniejsze, a nadal przywodzące na myśl prawdziwy materiał.

Instrukcja napisana przejrzyście, krótka, zwięzła i nie pozostawiająca niedomówień, po kilku minutach można zacząć grać.

Rozgrywka:

Na początku gry układamy planszę dla graczy na środku stołu, na niej w odpowiednich miejscach kładziemy gratisowe kwadraciki 1×1, a wokół niej losowo rozkładamy elementy materiałów. Po lewej stronie od materiału o polu 1×2 stawiamy drewniany pionek neutralny.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Każdy z graczy dostaje 5 guzików (stanowiących zarówno walutę, jak i punkty zwycięstwa) i planszetkę w kolorze żółtym lu zielonkawym. Pionki czasu (po jednym na gracza) kładziemy na pierwszym polu wspólnej planszy. Jesteśmy gotowi by zacząć grę.

Gracze po kolei będą kupować tekturowe elementy i układać na swojej planszetce. Raz ułożonego materiału nie możemy przemieszczać w późniejszym etapie gry.

patchworkPrzy wyborze danego fragmentu kołderki należy wziąć pod uwagę jego cenę (symbol guzika), kształt, czy zarobimy na nim jakieś guziki, oraz ile pól przemieści się nasz znacznik czasu (symbol klepsydry).

Kupować możemy tylko 3 tekturki na lewo od neutralnego pionka. Jeśli po przemieszczeniu naszego znacznika czasu o wskazaną przy klepsydrze liczbę pól jesteśmy nadal drugim pionkiem na torze, to nadal my mamy możliwość kupowania.

Guziki zdobywamy w momencie przekroczenia na planszy narysowanego pomiędzy polami guzika. Dostaniemy dokładnie tyle guzików ile mamy ich już przyszytych na swoim patchworku- jeden guzik za każdy jeden na danym elemencie kołderki, dlatego warto kupować takie materiały, które później dają nam również jakieś zarobki w postaci guzików.

patchwork

Gra się kończy gdy obaj gracze dojdą swoimi znacznikami czasu do środka planszy. Wówczas po raz ostatni dostajemy guziki oraz podliczamy punty ujemne ( dwa za każde puste pole na planszetce). Wygrywa gracz z większą ilością guzików.

W grze możliwa jest również premia dla gracza który pierwszy zapełni kołderką kwadrat 7×7 na swojej planszetce.

Ocena:

patchworkBez ogródek mogę powiedzieć, że Patchwork w swej prostocie jest grą genialną, która, pomimo krótkiego czasu trwania jednej partii, potrafi wciągnąć na długie godziny, gdyż zazwyczaj na jednej rozgrywce się nie kończy. Pomimo swojej nieciekawej kolorystyki Patchwork podbił moje serce od pierwszej rozgrywki. W kategorii gier dwuosobowych zajmuje u mnie zaszczytne pierwsze miejsce za względu na ciekawą, oryginalną mechanikę, oraz szybką, dynamiczną rozgrywkę i proste zasady.

Plusy:

  • oryginalna tematyka
  • szybka, dynamiczna rozgrywka
  • proste zasady
  • rozwija myślenie logiczne i przestrzenne
  • niewielkie wymiary pudełka

Minusy:

  • nieciekawa kolorystyka

 

 

Moja ocena: 6/6 w kategorii gier dwuosobowych.

patchwork